Taki wczoraj dzień się zrobił, 10 kwietnia 2010 - dla nas dorosłych najpierw pełen niedowierzania, a potem smutku i refleksji. Dzieci nie mogły do końca zrozumieć dlaczego tak nam smutno. Są po prostu jeszcze za małe, żeby tak naprawdę zrozumieć co to jest śmierć, a tym bardziej taka katastrofa (w której ginie tylu ludzi i do tego tak ważnych dla Polski - z Prezydentem włącznie). Niby wiedzą, ale jak po śmierci pradziadka mój synek zapytał babcię, patrząc w niebo "Babciu, czy On nie spadnie?" nie mogliśmy zrozumieć, o co mu chodzi. Mój synem patrząc wtedy na nas zdziwiony powiedział "No przecież nie ma żadnej chmurki na niebie, a jak jest w niebie no to na czym siedzi?".
Dzisiaj są niewiele starsi i wczorajsza katastrofa jest dla nich bardzo odległa. Z zadumy wyrwały mnie głosy dzieci ...- Mamo zrób nam coś dobrego!
- Mamo, dawno nie robiłaś szarlotki!
- Mamo, mogę ci pomóc!
- A ja mogę też!
No i nie było wyjścia. No, co prawda okazało się, że w domu są tylko 2 jajka, (jakoś nikt po zakupy nie poszedł) ale moje kochane dzieci rozwiązały problem. Zanim się obejrzałam już były ubrane do wyjścia do sklepu ... a potem było już tylko tak ...
- Mamo, kiedy zaczniemy!
- Mamo, kiedy będzie szarlotka!
- Mamo, powiedziałaś, że upieczesz!
I tak "mamo, mamo, mamo". No to w końcu się zebrałam (to znaczy maja córka mnie zebrała) i poszłyśmy robić szarlotkę. Przyznam, że szarlotka wiele zawdzięcza mojej małej gospodyni.
Dzisiaj jest taki dzień, w którym przypominamy sobie rzeczy oczywiste - jak w wierszu J.Twardowskiego - „spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą”. Powinniśmy doceniać ten czas tu i teraz. Zaganiani albo patrzymy za siebie, albo biegniemy za nowym celem. Proponuję się zatrzymać i poświęcić czas na bycie razem, w takiej naszej skali domowej.
Ja spędziłam czas na rozmowach z rodziną, z dziećmi. Jakoś lepiej się rozmawia przy szklance herbaty i szarlotce. Każdy może zrobić coś innego - ważne żeby być razem, nie obok siebie, ale tak naprawdę razem.
Zapraszam na efekt pracy rąk czterech - na szarlotkę na kruchym cieście.

Składniki:- Mamo, dawno nie robiłaś szarlotki!
- Mamo, mogę ci pomóc!
- A ja mogę też!
No i nie było wyjścia. No, co prawda okazało się, że w domu są tylko 2 jajka, (jakoś nikt po zakupy nie poszedł) ale moje kochane dzieci rozwiązały problem. Zanim się obejrzałam już były ubrane do wyjścia do sklepu ... a potem było już tylko tak ...
- Mamo, kiedy zaczniemy!
- Mamo, kiedy będzie szarlotka!
- Mamo, powiedziałaś, że upieczesz!
I tak "mamo, mamo, mamo". No to w końcu się zebrałam (to znaczy maja córka mnie zebrała) i poszłyśmy robić szarlotkę. Przyznam, że szarlotka wiele zawdzięcza mojej małej gospodyni.
Dzisiaj jest taki dzień, w którym przypominamy sobie rzeczy oczywiste - jak w wierszu J.Twardowskiego - „spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą”. Powinniśmy doceniać ten czas tu i teraz. Zaganiani albo patrzymy za siebie, albo biegniemy za nowym celem. Proponuję się zatrzymać i poświęcić czas na bycie razem, w takiej naszej skali domowej.
Ja spędziłam czas na rozmowach z rodziną, z dziećmi. Jakoś lepiej się rozmawia przy szklance herbaty i szarlotce. Każdy może zrobić coś innego - ważne żeby być razem, nie obok siebie, ale tak naprawdę razem.
Zapraszam na efekt pracy rąk czterech - na szarlotkę na kruchym cieście.
- 3 szklanki maki pszennej
- 250 g masła lub margaryny
- 1/2 szklanka cukru
- 1 szklanka cukru pudru
- 5 jajek
- 1 cukier waniliowy
- 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 kg kwaśnych jabłek (może być więcej, ja dałam 4 wielkie szare renety)
- 2 płaskie łyżki mąki kukurydzianej
- szczypta soli
Z mąki, masła, 5 żółtek, cukru i soli zagniatamy ciasto. Będzie się kruszyło, ale w końcu uda się uformować ciasto. Dzielimy je na 2 części: 2/3 i 1/3. Wkładamy do lodówki na 1-2 godziny. Większą część ciasta rozwałkowujemy na placek i wylepiamy nim formę (moja miała 33x24 cm). Nakłuwamy widelcem.
Zapiekamy spód na złoty kolor w piekarniku nagrzanym do 180 st.C ok. 15 minut.
Jabłka obieramy ze skórki, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy w kostkę. Dusimy ok. 10 minut z 1/4 szklanki wody, cukrem waniliowym i cynamonem. Na koniec - do podduszonych jabłek, po zdjęciu z gazu - dodajemy mąkę kukurydzianą i dokładnie rozprowadzamy w jabłkach.
Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy pomału cukier puder ciągle ubijając.
Wyjmujemy podpieczony spód z piekarnika (ja zmniejszam wtedy temperaturę pieczenia do 170 st. C) i na wierzch wykładamy jabłka,


Kroimy na duże kawałki. Moim zdaniem najlepsza jest szarlotka jeszcze ciepła, tylko trochę wystudzona.
Zapraszam!
bardzo apetyczna ta szarlotka...a ja dziś cały dzień jestem głodna
OdpowiedzUsuńmoj ideal szrlotki, robilysmy taka wspolnie z Mama; ja lubie ja po 2-3 dniach, gdy sie skladniki przegryza
OdpowiedzUsuńIzaa dziękuję za odwiedziny.
OdpowiedzUsuńAnulka - mojej szarlotki już nie ma, 2-3 dni? Musiałabym zamknąć w jakimś sejfie, a i to mogłoby nie pomóc.
Pozdrawiam!
mam ochotę na domową szarlotkę..
OdpowiedzUsuńpiękna szarlotka
OdpowiedzUsuńCzym można zastąpić mąkę kukurydzianą?
OdpowiedzUsuńniczym,mozna ten składnik pominąć:)
Usuńkaszą manna można zastapić... ja zawsze dodaje kasze manne do szarlotki wtedy sie nierozpada
UsuńDobra szarlotka z tego przepisu polecam
OdpowiedzUsuń