Podróże sprawiają mi ogromną radość. To jedna z moich pasji, choć zdecydowanie mam na nią zbyt mało czasu. Wakacje to taki miły czas kiedy choć odrobinkę można, choć na krótko, zmienić swój świat i przenieść się w inny wymiar. Bez pracy, obowiązków i powtarzanych codziennie czynności. I nie trzeba koniecznie jechać na koniec świata, zanurzyć się w dzikich ostępach Amazonii, w zgiełku Waranasi, nurkować na rafie czy wylegiwać się w luksusie na rozległej złocistej plaży popijając chłodny drink z palemką. Cudowne rzeczy zdarzają się też znacznie bliżej. Do takich magicznych chwil bez wątpienia należy wstająca rankiem mgła nad jeziorem, widok na bieszczadzkie połoniny, szum morza czy choćby otaczająca przyroda. Jeżeli tylko można w skupieniu pozwolić sobie na chwilę pełną spokoju i ciszy.
W tym roku spędziłam wakacje nad największą błotnistą kałużą Europy. I piszę to z prawdziwą sympatią, jako że pobyt uważam za bardzo udany. Każdy kto odwiedził południowy brzeg Balatonu (bo o nim tu mowa, ot jeziorko o długości 74 km!) doceni zalety tego jeziora, z możliwością wędrowania w głąb 200-300m, brodząc w ciepłej nieprzejrzystej wodzie do pasa, po dnie ... sama nie wiem jak to ująć ... to jakby stąpanie po kilkucentymetrowej warstwie miękkiego budyniu.
No ale nie było moim zamiarem opisywać ani bezkres puszty, ani sam Balaton, ani zabytki Budapesztu czy ciepłe źródła termalne ... Węgry to jeden z tych krajów, który może poszczycić się kuchnią pełną smakowitych potraw, również tych znanych poza granicami kraju jak halaszle (zupa rybna), gulyasleves - gęsta zupa "gulaszowa" czy pörkölt - co odpowiada naszemu gulaszowi.Rzecz jasna żadna z tych potraw nie może obyć się bez papryki. Węgry to prawdziwe jej królestwo. Można nabyć paprykę marynowaną na różne sposoby (nie tylko paprykę) ...








------------- * -------------
Węgry to również miejsce gdzie powstają wspaniałe wina. Miłośnikom nie trzeba nawet przypominać, że tu właśnie wyrabiany jest Tokaj czy Egri bikaver (w tłumaczeniu bycza krew).
Jedna z legend mówi, że w czasie obrony Egeru przed Turkami w XVI wieku, dowódca zezwolił obrońcom - dla podniesienia morale - na picie właśnie wina Egri bikaver. Turcy nie mogąc spożywać wina, z uwagi na wyznawaną religię, mieli ponoć wpaść w popłoch na wieść, że obrońcy zamku przed bitwą piją "byczą krew" jak i na widok ich "zakrwawionych" bród. Tak więc dzięki winu zamek nie uległ przeważającej sile wroga!
A oto i jedna z malowniczych winnic położona u podnóża góry Badacsony (na północnym brzegu Balatonu).

Jestem przekonana, że każdy miłośnik dobrej kuchni i dobrego wina, i oczywiście papryki, nie wróci z wycieczki na Węgry zawiedziony.
Pozdrawiam !
Niesamowicie wyglądają te półki ze słoikami pełnymi pyszności i te różnorodne buteleczki :) Ja, mam wspomnienia z jajecznicy która dla mnie była niejadalna :)
OdpowiedzUsuńOj, zazdroszczę Ci tej podróży! Byłam na Węgrzech dawno temu i bardzo miło to wspominam... Leczo i gulasz z papryką często gości na moim stole. Zdjęcia z targu bardzo apetyczne!
OdpowiedzUsuńSzarlotku niejadalnej jajecznicy nie spotkałam :) Za to całkiem jadalne zupki rybne i gulaszowe - mniam - no i wina, które uwielbiam! Papryki zjadłam przez 2 tygodnie więcej niż przez cały ostatni rok!
OdpowiedzUsuńGrażynko kiedyś dla przyjaciół urządziłam wieczór węgierki - same dania i trunki węgierskie (na blogu mam tylko naleśniki które wtedy zrobiłam jako deser). Teraz przywiozłam proszek z papryki więc tak we wrześniu na pewno będzie jakiś pörkölt :)