środa, 2 marca 2011

Oponki

Wytrzymały kilka godzin! Zostały pochłonięte, aż nie została nawet jedna! Taki oto los potkał usmażone w niedzielę oponki. Nie został nawet okruszek.
Przyznam, że najlepsze były jeszcze ciepłe, i te z cukrem pudrem, i te posmarowane konfiturą truskawkową. Raczej nie zostawiałabym ich na drugi dzień. Ciastka drożdżowe zdecydowanie najlepsze są jeszcze ciepłe lub najdalej tego samego dnia, choć nie wzbraniam się z ich zjadaniem również na drugi dzień.
W wigilię Tłustego Czwartku zapraszam wszystkich łasuchów na drożdżowe oponki!

Składniki:
  • 520 g mąki
  • 3/4 szklanki letniego mleka (może być troszkę mniej)
  • 1 łyżka cukru pudru (do ciasta)
  • 2 jajka
  • 1 torebka suszonych drożdży - 8g (lub 10 g świeżych)
  • 100 g masła (rozpuszczone)
  • 1-2 łyżki gęstej śmietany
  • szczypta soli
  • cukier puder do posypania
  • 2-3 kostki smalcu do smażenia
Wszystkie sypkie składniki mieszamy (mąka, cukier puder, drożdże, sól). Jeżeli używamy świeżych drożdży to najpierw przygotowujemy zaczyn z mleka, drożdży, 1 łyżki cukru i mąki (wymieszaną całość odstawiamy na ok. 15 min. aż "ruszy"). Dodajemy mleko, jajka, śmietanę i wyrabiamy w misce dość luźne ciasto (ja użyłam robota). Dodajemy roztopione masło i wyrabiamy do całkowitego połączenia wszystkich składników.
Ciasto odstawiamy do wyrośnięcia (nakrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce) na ok. godzinę.
Na oprószoną mąką deskę wykładamy wyrośnięte ciasto. Odkrawamy 1/3-1/2 i wałkujemy na ok. 0,5 cm. Wycinamy oponki (ja używałam szklanki, a do wycięcia środka małego kieliszka).
Oponki smażymy na głębokim tłuszczu (rozpuszczamy w naczyniu smalec). Ważne, aby oponki nie opadały na dno (tłuszcz jest za zimny), ani nie paliły się (za gorący).

Usmażone oponki wyjmujemy z tłuszczu i układamy na papierze (ja użyłam złożonych ręczników papierowych), aby obciekły z nadmiaru tłuszczu i wystygły.
Ciasteczka układamy na talerzu i posypujemy cukrem pudrem. Zupełnie nie należy przejmować się, że np. nie wyszły nam idealnie równe. Ciasto jest dość miękkie.

Wszystkie skrawki ciasta pozostałego po wycinaniu ciasteczek można połączyć ponownie i ponownie rozwałkować i wycinać z nich nowe ciastka. Ja jednak usmażyłam środki, z których powstały takie mini pączki.


Zapraszam wszystkich do tłusto-czwartkowego smażenia oponkowo-pączkowego.

Smacznego!

niedziela, 27 lutego 2011

Chrust czyli faworki po raz pierwszy

Przynajmniej raz w roku smażę faworki. Niezmiennie z tej samej okazji - Tłusty Czwartek! W tym dniu dozwolone jest, a wręcz zalecane!, beztroskie objadanie się. Każdy powinien skosztować choć jednego pączka i kilku chruścików. To ostatni taki dzień słodkiego szaleństwa przed Wielkim Postem.
Wszystko to powinno odbywać się w czwartek, no ale ponieważ należę do grona pracujących osobników, najczęściej faworkowe szaleństwo odbywa się u mnie w weekend poprzedzający to słodkie święto.
Przepisów na faworki jest wiele - każdy po swojemu dobiera proporcje. Tym razem wykorzystałam ulubiony przepis mojej mamy, zapisany odręcznie na marginesie starej książki kucharskiej.
Zapraszam więc na chrust (czy jak kto woli faworki, czy chruściki) po raz pierwszy!


Składniki:
  • 1 jajko + 2 żółtka
  • 1/3 szklanki gęstej śmietany (moja miała 22%)
  • 1 łyżka cukru pudru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 łyżki spirytusu (można zamiast dodać też np. 1 łyżkę spirytusu i 1 łyżkę rumu)
  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżki miękkiego masła
Dodatki:
  • 2-3 kostki smalcu
  • cukier puder do posypania
Jajka, śmietanę, cukier, sól i spirytus miksujemy razem. Na stolnicę wysypujemy mąkę i siekamy z masłem. Wszystkie składniki łączymy i wyrabiamy elastyczne cisto. Powinno być jedwabiste w dotyku i giętkie. Powinno też nie przyklejać się po wyrobieniu do niczego. Nie ma już też potrzeby podsypywania mąką przy wyrabianiu, czy potem przy wałkowaniu faworów (co jest szczególnie ważne przy smażeniu - drobinki mąki nie palą nam się wtedy na patelni).
Ciasto wyrabiamy bez żadnych spulchniających dodatków. Ważne jest, aby się nie zniechęcać i powyrabiać trochę dłużej (tak min. 15 minut, aby w cieście znalazło się jak najwięcej pęcherzyków powietrza). Można też np. "stłuc" nasze ciasto porządnie wałkiem kilka razy.
Wyrobione ciasto odkładamy na ok. 15 min. aby odpoczęło. Ja zawijam w folię lub wrzucam do woreczka (aby ciasto nie wysychało).

Tę porcje ciasta ja dzielę na 5 części i każdą oddzielnie wałkuję. Wydaje się, że w ręce mamy takie "nic", ale nie należy się tym przejmować. Ciasto jest bardzo giętkie i wcale nie jest łatwo wywałkować bardzo cienki placek. Faworki będą tym kruchsze, im cieniej uda się nam rozwałkować ciasto. Jak zaczyna być widać wzorki stolnicy przez ciasto to najprawdopodobniej jest już dość cienkie (np. 1 mm to zdecydowanie za grubo).

Rozwałkowane ciasto kroimy ostrym nożem w paski o szerokości 2-3 cm i długości takiej, jak długie chcemy uzyskać faworki (ogranicza nas tu rozmiar patelni, na której będziemy je smażyć, krótsze faworki łatwiej też potem zjadać).


Z pewnością przygotowywanie chrustu nie jest dla nikogo tajemnicą, jednak dla tych, co zabierają się do dzieła po raz pierwszy, zamieszczam małą instrukcję zwijania:

1,2,3,4 - ciasto tniemy nożem w podłużne laski i nacinamy wzdłuż w środku, jeden z końców przewlekamy przez nacięcie i wyciągamy;

5 - faworki smażymy na rozgrzanym smalcu (dla mnie takie są dużo lepsze niż na oleju, choć chyba nie tak dietetyczne, jeżeli w ogóle można tak o faworkach powiedzieć), nie powinien być zbyt gorący (ciastka nie powinny się przypalać), ani zbyt chłodny (wrzucone ciasteczko powinno się "gotować" a nie opadać na dno tłuszczu, tu robimy test z kawałkiem ciasta), tłuszcz powinien być też dość głęboki, aby ciasteczka nie dotykały dna naczynia;

6 - przewracamy widelcem podsmażonego faworka na druga stronę, usmażonego odkładamy na papier (ja używam złożonych ręczników papierowych), aby odsączyć go z nadmiaru tłuszczu (wsiąknie w ręcznik papierowy) i do wystygnięcia.

Chrust układamy na talerzu i obficie posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego!

wtorek, 22 lutego 2011

Dlaczego ciasto się kruszy?

Każdy ma jakieś swoje sposoby na udane kulinarne dzieła. Często robimy różne rzeczy jakby automatycznie. Często też się nad tym nie zastanawiamy, czy sam sposób wykonywania, kolejność, sposób zagniatania, itp. mają duże znaczenie.
Niektóre potrawy robimy w określony sposób od zawsze i zawsze wychodzą pysznie. No czasem wręcz przeciwnie.
Znałam pewną świetnie gotująca osobę, której nigdy nie udało się upiec biszkoptu - zawsze był płaski i mało puszysty. Dlaczego? Powiem szczerze, że była to dla mnie prawdziwa zagadka. Kiedyś zrobiłyśmy nawet taki eksperyment. Upiekłyśmy z tych samych składników, w tej samej kuchni 2 biszkopty, jeden po drugim, i ... no tak ... jeden był całkiem udany, a drugi ... no cóż ... płaski i mało puszysty.

I tak to czasem też być może, ale dzisiaj postanowiłam podzielić się jednym z drobnych spostrzeżeń, "wyeksperymentowanym". Może będzie to początek wątku takich właśnie kulinarnych wskazówek, które pomogą również Wam w gotowaniu. Liczę też, że podzielicie się swoimi doświadczeniami i z tych wspólnych doświadczeń skorzystamy wszyscy.

No ale wracając do ciasta i pytania w tytule posta: "dlaczego ciasto się kruszy?". Tu inspiracją był dla mnie komentarz do przepisu na kruche pierożki z budyniem. Trudności z wykrawaniem ciastek i zlepianiem pierożków.
Moim zdaniem z kruchego ciasta z zasady dość trudno ulepić pierożki, ale jest kilka rzeczy, które mogą nam to ułatwić.

Jeżeli chcemy uzyskać bardzo kruche ciasto, takie które nie jest zbyt elastyczne, a właśnie kruche, to zagniatamy składniki szybko. Nie wyrabiamy zbyt długo, tylko do połączenia składników. Jeżeli do masła z mąką dodamy jajka z cukrem, to ten ostatni wchłonie większość wilgoci i nie pozwoli glutenowi i skrobi na związanie wody, co pozwoliłoby na zwiększenie elastyczności ciasta.

Inny efekt daje "odpoczywanie ciasta". W wielu przepisach zaleca się odłożenie zagniecionego ciasta np. na 2 godziny do lodówki. I nie bez przyczyny!
W czasie takiego "odpoczywania" ziarenka skrobi i glutenu mają czas na powolne wchłoniecie wilgoci i stworzenie trwałych i elastycznych połączeń. Ciasto staje się wówczas łatwiejsze w formowaniu i mniej się kruszy.
W przepisie na lukrowane pierniczki ciasto leżakuje w lodówce całą noc. Przed włożeniem do lodówki nie udałoby się nam raczej zrobić ciasteczek. Po wyjęciu ciasto ma konsystencję plasteliny i można wycinać praktycznie dowolnie cienkie pierniczki o dowolnych kształtach. Choć tu może trochę łatwiej, to w końcu nie jest kruche ciasto.

Ciasto kruche jest też z zasady dość tłuste i jeżeli go choć trochę nie schłodzimy to może też kleić się do wszystkiego. Łatwiej jest więc formować ciasto po schłodzeniu. Choć znam też przepisy, w których ciasto kruche, kruszy się na blachę zaraz po zagnieceniu i efekt jest też pyszny!

Ja często też używam cukru pudru tak, aby łatwiej połączył się z ciastem. Ciasto wydaje mi się wtedy gładsze.
A co do problemów ze sklejaniem pierożków, to ja smaruję wtedy brzegi białkiem. Można też po prostu posmarować pędzelkiem zwilżonym wodą. Ja jednak wolę roztrzepane białko, wydaje mi się, że lepiej skleja brzegi ciasta.

Takie są właśnie moje drobne przemyślenia na temat ciasta kruchego i jego konsystencji. Mam nadzieję, że się Wam przydadzą. A może Wasze przemyślenia są inne ...

czwartek, 10 lutego 2011

7 urodziny i tort z jabłkiem

Oj, jakoś tak ten czas leci !!! Dopiero co mój synek robił sałatkę 6-latka, a tu już na torcie 7 lat! Miało nie być żadnej śmietany, czekolady i temu podobnych rzeczy. Przyplątało się jakieś uczulenie - zawsze się to przytrafia w styczniu-lutym - po czekoladowo-śmietankowym okresie trwającym nieprzerwanie od Mikołajków, przez Święta, Sylwestra i kolejne rodzinne uroczystości.
Powstał więc pomysł na tort z nadzieniem jabłkowym. Niezbyt słodki, aromatyczny i świeży. Najlepiej jakby został oblany galaretką i z owocami. No ale cóż począć, jak marzeniem jest choć trochę śmietanki? Ostatecznie skończyło się na nadzieniu jabłkowym i śmietance dookoła.
Jednak 1/4 ciasta została przygotowana właśnie bez śmietanki i z galaretką (niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia) i też było pyszne!

Niezależnie od wersji zapraszam na tort urodzinowy z nadzieniem jabłkowym!


Składniki - ciasto:
  • 3 jajka (żółtka oddzielnie od białek)
  • 2/3 szklanki cukru pudru
  • 2/3 szklanki mąki
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Składniki - nadzienie jabłkowe:
  • 1 kg jabłek (kwaskowe i winne - np. renety)
  • 1 cukier waniliowy
  • 3 goździki
  • 1/4 płaskiej łyżeczki cynamonu
  • 4 łyżeczki cukru (lub do smaku)
  • 3/4 szklanki wody
  • 2 łyżeczki żelatyny
Składniki - śmietanka:
  • 500 ml śmietanki kremówki 36%
  • 2 torebki śmietan-fix
  • 1 cukier waniliowy
  • 2-3 kopiaste łyżeczki cukru pudru
  • 3 krople barwnika spożywczego
Dodatki - opcjonalnie:
  • 1/3 szklanki przegotowanej wody
  • 1 łyżka soku z cytryny

Białka ubijamy na sztywną pianę i stale ubijając pomału dodajemy cukier puder, a na koniec żółtka. Mąkę, sól i proszek do pieczenia mieszamy. Dodajemy na jeden raz do piany i szybko mieszamy na jednolita masę.
Ciasto rozsmarowujemy na równy placek na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia (ja posmarowałam papier dodatkowo olejem).
Od razu wstawiamy do nagrzanego do 180 st. C piekarnika i pieczemy ok. 25 min. Po upieczeniu ciasto studzimy i kroimy np. na 3 równe paski (ja odkroiłam najpierw brzegi, aby uzyskać równą linię).

Jabłka obieramy ze skórki, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy jabłka w drobna kostkę. Żelatynę zalewamy 1/3 szklanki chłodnej wody i odstawiamy do namięknięcia. Dusimy jabłka z goździkami, cynamonem, cukrem pudrem, cukrem i 1/2 szklanki wody. Ja staram się, aby część jabłek się rozpadła, a część pozostała w formie kosteczek. Na koniec do podduszonych jabłek dodajemy namięknięta żelatynę i mieszamy do całkowitego rozpuszczenia i wymieszania z jabłkami. Całość odstawiamy do ostygnięcia.

Układamy na paterze/tacy pierwszy pasek ciasta i wykładamy na wierzch równomiernie 1/2 nadzienia jabłkowego. Na jabłkach układamy drugi kawałek ciasta i delikatnie nasączmy połową sody z cytryną. Ponownie wykładamy pozostałą część nadzienia jabłkowego. Przykrywamy ciastem i nasączmy pozostała wodą z cytryną.
Całość wkładamy na ok. 30 min. do lodówki.

Śmietankę ubijamy. Dodajemy wymieszane fixy, cukier waniliowy i cukier puder. Ubijamy do połączenia składników i uzyskania sztywnej masy. Odsmarowujemy z wszystkich stron cisto przełożone nadzieniem jabłkowym. Wygładzamy np. ciepłym nożem (ja użyłam grzebienia do masy).
Przyznam, że przed okładaniem śmietaną od ciasta odcięłam 1/4 i oblałam dookoła tężejącą galaretką i łódkami mandarynek (galaretkę pomarańczową rozpuściłam w 1 i 2/3 szklanki wody). To specjalnie dla gościa, który żadnego mleka jeść nie może. Też wyglądało atrakcyjnie.
Tak więc to co widać na zdjęciu to 3/4 ciasta i cała śmietanka, ale śmietanki z powodzeniem starczy na całe ciasto.


Zostawiamy kilka łyżek bitej śmietanki i zabarwiamy barwnikiem spożywczym Dekorujemy wedle upodobania.
Wkładamy na kilka godzin do lodówki.

PS. Jak bardzo słodkie będzie ciasto zależy tylko od nas, można dodać więcej cukru np. do śmietanki czy jabłek i zrobić słodsze.

Smacznego!

wtorek, 11 stycznia 2011

Śledzie w oleju

W Święta, ale i przy wszelkich innych okazjach nie może zabraknąć na stole śledzika. Najsympatyczniejsze jest to, że każdy może przyrządzić go po swojemu, w zupełnie niepowtarzalnej wersji. Nie wspomnę tu już nawet o całym mnóstwie przeróżnych śledzikowych specjałów, kuszących na sklepowych półkach.
Dzisiaj chciałabym przypomnieć taką wersję, jak mi się wydaje, najbardziej klasyczną z klasycznych. Zapraszam na wspomnienie, bo oryginał został już pożarty ze smakiem, śledzika w oleju. Takiego z ziołowa nutką!

Składniki:
  • 1 opakowanie filetów ze śledzi 250 g (mogą być też takie solone z beczki)
  • 1 duża cebula
  • 2-3 łyżeczki musztardy (ja daję sarepską)
  • 1/2 płaskiej łyżeczki ziaren kolendry
  • 1/2 szklanki oleju (ja dałam słonecznikowy)

Śledzie zalewamy w misce lub garnku wodą i odstawiamy na ok. 30 minut. Następnie wylewamy wodę i wlewamy świeżą (pozbywamy się nadmiaru soli). Po kolejnych 20-30 minutach śledziki opłukujemy i układamy po 2 filety np. na desce (skórką do deski) i smarujemy musztardą. Filety składamy posmarowanymi stronami do siebie i taką"rybkę" kroimy na kawałki (ok. 2-3 cm).
Cebulkę obieramy z brązowych łusek i kroimy na drobną kosteczkę. Mieszamy z ziarenkami kolendry.
W słoiku układamy na zmiany warstwy: cebulka - złożone kawałki śledzia -cebulka ... itd. Tak, aby na koniec zostało nam trochę cebulki na wierzch. Przyciskamy widelcem. Całość zalewamy olejem, zakręcamy i wstawiamy do lodówki na kilka dni.

Moim zdaniem śledzik jest najlepszy po 3-4 dniach, jak się dobrze przegryzie z musztardką, a cebulka zmięknie.

Te osoby, które nie bardzo lubią smak cebuli, mogą ja sparzyć przed włożeniem do słoika. Moim zdaniem taka cebulka, co prawda jest łagodniejsza, ale jakaś taka jakby za mało wyrazista i szklista.
Z podanych składników zrobiłam 1 średni słoiczek, więc jeżeli ktoś ma w domu śledziowych amatorów, to raczej trzeba by zrobić podwójną porcję.

Smacznego!

niedziela, 2 stycznia 2011

Tort pomarańczowy

Sylwestrowy wieczór i powitanie Nowego Roku! Zawsze odświętnie, zawsze przy odgłosach wystrzałów fajerwerków i strzelających butelek szampana!
Ale czy można sobie wyobrazić taką noc bez jakichś miłych dla podniebienia przekąsek, czy wykwintnych słodkości? Jak dla mnie to zdecydowanie byłaby to profanacja. Takie wejście w nowy rok byłoby wielce niestosowne. Dlatego też niezależnie, czy świętujemy zmianę roku w domowym zaciszu, czy na spotkaniu z przyjaciółmi, czy w końcu na wielkim balu, miło jest delektować się słodkościami cieszącymi zarówno podniebienie, jak i oczy.
Dla tych, którzy nie mieli jeszcze okazji na wielkie świętowanie nie ma jeszcze nic straconego! W końcu właśnie zaczął się Karnawał! Czas radości, tanecznego szaleństwa i nieskrępowanych niczym eksperymentów kulinarnych!

Zapraszam więc na taki właśnie mały eksperyment - tort pomarańczowy!


Składniki - ciasto:
  • 2 jajka (żółtka oddzielnie od białek)
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 1 cukier waniliowy
  • 2/3 szklanki mąki
  • 1 łyżka kakao
  • 2/3 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1/3 kostki masła
  • 1/3 tabliczki gorzkiej czekolady
Składniki - nasączenie ciasta:
  • 1/2 szklanki wody (może być trochę mniej)
  • sok z 1/2 małej cytryny (ok. 2 łyżki)
  • 1 kieliszek likieru pomarańczowego (ja dałam cointreau - ok. 40 ml), ale może być też po prostu wódka
Składniki - warstwa pomarańczowa:
  • 1 galaretka pomarańczowa
  • 1 niepełna szklanka wody
  • 3 pomarańcze
Składniki - masa śmietankowa:
  • 500 ml śmietanki kremówki (moja miała 36%)
  • 250 g serka mascarpone
  • 1 galaretka pomarańczowa
  • 2/3 szklanki wody
  • 1 cukier waniliowy
  • cukier puder do smaku (ja dodałam 2 kopiaste łyżeczki)
Składniki - polewa czekoladowa:
  • 2/3 tabliczki gorzkiej czekolady
  • 1 cukier waniliowy
  • 1 łyżka masła
  • 2 łyżki wody
Dodatki:
  • 1 mandarynka
  • kulki cukrowe - złote
  • skórka z pomarańczy (wcześniej użytej do warstwy pomarańczowej)

Krok I - ciasto

Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy stopniowo cukier puder i ubijamy do uzyskania sztywnej jednolitej masy, dodajemy żółtka i cukier waniliowy - ponownie ubijamy.
Masło i czekoladę rozpuszczamy w rondelku - powinny być letnie w trakcie dodawania do ciasta.
Wszystkie pozostałe sypkie składniki mieszamy i dodajemy razem z masłem do ubitych jajek. Całość szybko mieszamy - tyle tylko, aby uzyskać jednolite ciasto.
Przekładamy do tortownicy (wcześniej wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą) i wstawiamy do nagrzanego piekarnika.
Moja tortownica miała 20 cm średnicy, ciasto piekłam ok. 30 min. w 180st. C.

Krok II - warstwa pomarańczowa

W czasie gdy ciasto stygnie rozpuszczamy galaretkę w niepełnej szklance wody i odstawiamy do ostygnięcia. Pomarańcze obieramy. Skórki zostawiamy do wycinania wiórków do dekoracji. Każdy kawałek pomarańczy obieramy z błonek i odcinamy wszystkie białe części i żyłki. To co nam zostanie, soczyste i tylko pomarańczowe, kroimy na malutkie kawałeczki i odkładamy do miseczki. Na koniec miąższ pomarańczowy dodajemy do chłodnej galaretki i mieszamy. Odstawiamy do momentu, w którym masa zacznie krzepnąć.

Krok III - nasączanie i układanie warstw

Podane składniki mieszamy w szklance. Można nie dodawać alkoholu.
Wystudzone ciasto odpinamy z tortownicy. Tortownicę myjemy, wycieramy i ponownie zapinamy. Ja dałam na dno czysty papier do pieczenia (potem łatwiej przenosić tort).
Ciasto omiatamy z nadmiaru tartej bułki i przecinamy na 2, mniej więcej równe, warstwy. Spód wkładamy na dno tortownicy i nasączamy 1/2 przygotowanego wcześniej płynu (ja używam łyżki i polewam mniej więcej równo całe ciasto).
Na wierzch wykładamy stygnącą warstwę pomarańczową. Ważne aby galaretka już się zaczynała ścinać, a nie była całkiem płynna. W przeciwnym wypadku cała wsiąknie nam w ciasto i będzie za dużo wilgoci w dolnej warstwie. Nie należy jednak się przejmować wrażeniem, że coś nam tam trochę spływa z galaretki - trochę płynna jednak być musi, aby można było uformować płaską warstwę.
Na wierzch kładziemy drugi krążek ciasta i nasączamy pozostałym płynem. Gdyby jednak nasączenie spływało nam po "skórce" ciasta to można ją np. ponakuwać gęsto widelcem i dopiero wtedy nasączać. Nic nie będzie widać w torcie, a uda się nasączyć bardziej równomiernie.
Wstawiamy do lodówki.

Krok IV - masa śmietankowa

Galaretkę rozpuszczamy w 2/3 szklanki wody i odstawiamy do ostygnięcia. Ja użyłam letniej, przed momentem, w którym zaczyna krzepnąć.
Śmietankę ubijamy na sztywną piankę. Dodajemy cukier waniliowy i cukier puder i serek mascarpone i ubijamy do uzyskania jednolitej masy. Na koniec wlewamy galaretkę i sprawnie łączymy w jeden "równy" krem.
2/3 kremu wykładamy na wierzch ciasta (równo z brzegiem tortownicy) i wkładamy na 5-10 minut do lodówki. Wyjmujemy ciasto z lodówki i odpinamy delikatnie tortownicę. Odcinamy przy tym brzeg nożem, aby przy rozsuwaniu obręczy masa się nie zdeformowała. Przy czym musimy sprawdzić, czy masa pomarańczowa jest już wystarczająco ścisła, aby nam nie wyciekła.
Układamy tort (zdejmujemy spód tortownicy i papier) na paterze, czy innej podstawie, na której będzie serwowany. Obsmarowujemy całość pozostała masą i wygładzamy np. gorącym nożem (np. polewanym gorącą wodą z kranu i wycieranym z wody przed wygładzaniem). Tort wstawiamy do lodówki na min. 2-3 godziny (ale może też być do następnego dnia).

Krok V - polewa czekoladowa i dekoracja

Składniki polewy podgrzewamy w rondelku, na bardzo małym ogniu. Mieszamy do uzyskania jednolitej masy. Ważne jest to, że jak tylko polewa zacznie się łączyć to przestajemy podgrzewać. Ciepłą masą smarujemy wyjęty z lodówki tort. Ja pomalowałam pędzelkiem - takim zwykłym do malowania np. płotu (z włosia, 4 cm, płaski), ale można też np. polać w esy-floresy albo rozsmarowywać szpatułką lub nożem.
Na wierzchu układamy dowolną dekorację. U mnie to obrane cząstki mandarynki i wiórki ze skórki pomarańczowej, a dookoła kuleczki cukrowe - złote.


Tort wkładamy do lodówki na kolejne 3-4 godziny. Moim zdaniem jest najlepszy na drugi dzień po nasączeniu ciasta.

Na koniec nie pozostaje już nic innego, jak tylko delektować się smakiem tortu w miłym towarzystwie. Zapraszam na kawałeczek!



-------------- * --------------

Uwagi:

1. Zamiast pomarańczy można użyć mandarynek. Na pewno wyjdzie pysznie, tylko to obieranie wszystkich białych i włóknistych części, to prawdziwe wyzwanie, przy takich małych cząstkach.

2. Tort nie jest zbyt słodki. Jeżeli ktoś lubi takie raczej słodkie ciasta to myślę, że do ciasta można dodać 2/3 szklanki cukru pudru (zamiast 1/2), a do masy śmietankowej wedle własnego smaku.

3. Ile gustów kulinarnych tyle smaków :) Dla tych co lubią ciasta barrrrrdzo pomarańczowe (to w nawiązaniu do komentarza "domku z piernika") proponuję dodać do ciasta skórkę otartą z jednej pomarańczy. Mi wystarczył likier pomarańczowy, ale kto wie, może takie ciasto z dodatkową nutą pomarańczy w środku będzie jeszcze bardziej interesujące.

Smacznego!

czwartek, 23 grudnia 2010

Ryba po grecku

Gdy nie ma zbyt wiele czasu najlepiej sprawdzają się klasyczne, wypróbowane rozwiązania. Boże Narodzenie to święto przy stole obfitującym w ryby w różnych wersjach. Dzisiaj przygotowałam coś wszystkim dobrze znanego i lubianego - rybę po grecku.
Zapraszam wszystkich zabieganych, z deficytem czasu na wymyślanie nowych i oryginalnych potraw. Jeżeli macie mało czasu jak, ja to, potrawa w sam raz dla Was. Prosta, smaczna, a na stole wcale nie wypada pospolicie!

Zapraszam!


Składniki:
  • 6 kostek mintaja (lub inna ulubiona ryba)
  • 2 jajka
  • mąka i tarta bułka do panierowania
  • 3 średnie marchewki
  • 2 średnie pietruszki
  • 1/4 niedużego selera
  • 2-3 średnie cebule
  • 1/2-1 słoik przecieru pomidorowego (ew. 2-3 łyżki koncentratu)
  • 2 łyżeczki słodkiej papryki w proszku
  • 4 ziarnka ziela angielskiego
  • 2-3 listki laurowe
  • sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia
  • ew. łyżeczka cukru (jeżeli pomidory byłyby zbyt kwaśne)
  • woda
Marchewkę, pietruszkę i selera ścieramy na dużej łezce. Podduszamy na 2 łyżkach oleju. Cebulę kroimy w kostkę i smażymy na złoty kolor na łyżce oleju. Cebulę dodajemy do warzyw. Dolewamy ok. 1/2 szklanki wody, listki laurowe, ziele angielskie i dusimy ok. 5 minut. Na koniec dodajemy przecier pomidorowy, paprykę, doprawiamy solą i pieprzem - dusimy kolejne kilka minut. Ja dodałam do tego 2 łyżki oliwy z oliwek (nadaje to taki specyficzny posmak, który bardzo lubię, choć nie każdy podziela moją miłość do oliwy z oliwek).
Jeżeli warzywa wydawałyby się nam zbyt gęste to dodajemy trochę wody.

Rybkę obtaczamy kolejno w mące, rozmąconym jajku i bułce tartej. Smażymy rybki na oleju. Ja kostki przekroiłam na pół. Spróbowanie wszystkich 12-tu potraw stanowi często nie lada wyzwanie więc małe kawałki są wygodniejsze.

Dzisiaj rybki i warzywa (każde oddzielnie) powędrują do lodówki. Jutro przed podaniem rybki zostaną zapieczone w piekarniku, a warzywa podgrzane w rondelku. Na ostatnie 5 minut zapiekania rybki zostaną przykryte kołderką z warzyw.

Na koniec (po wyjęciu z piekarnika) posypię świeżą pietruszką i już!

Smacznego!