Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przekąski i proste dania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przekąski i proste dania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 stycznia 2013

Ziemniaki zapiekane z żółtym serem

Zwłaszcza teraz, gdy jest chłodno chętniej sięgam po coś ciepłego. Zdarza mi się zastępować pieczywo, które tradycyjnie podaję np. do sałatek, gorącą zapiekanką. Taką właśnie ciepłą przekąską mogą być ziemniaki zapiekane z żółtym serem. Czasami mam wątpliwości, czy przekąska to właściwe określenie. W sumie to taka zapiekanka z odrobiną zieleninki wystarcza mi za pełny posiłek. No ale to już kwestia gustu i upodobania.    

Zapraszam na ziemniaki zapiekane z żółtym serem!


Składniki:
  • 8-10 sporych ziemniaków
  • 150 g tartego żółtego sera (jaki lubimy, może być też w tym np. 50g parmezanu)
  • 150 g tartej bułki
  • 30 g masła
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich
  • 1/2 łyżeczki mielonego pieprzu
  • masło lub oliwa do smarowania formy

Żaroodporne naczynie smarujemy masłem lub oliwą. Możemy użyć np. tortownicy lub formy wyłożonej papierem do pieczenia (też smarujemy masłem lub oliwą). Ziemniaki obieramy i kroimy na cienkie plasterki. Z masła (stopionego), oliwy, pieprzu i rozgniecionego czosnku (może być bardzo drobno pokrojony) przygotowujemy sos do smarowania ziemniaków. Ser żółty mieszamy z tartą bułką i ziołami prowansalskimi (można nie dodawać ziół do sera tylko posypać ostatnią warstwę, albo zrezygnować całkiem, jeżeli tak wolimy).
W naczyniu układamy kolejno warstwę plasterków ziemniaczanych, smarujemy je przygotowanym sosem. Następnie posypujemy serem z bułką tartą. Układamy kolejną warstwę: ziemniaki, sos i ser z bułką (3-4 warstwy). Na koniec całość dociskamy.

Pieczemy ok. 1 godziny w piekarniku nagrzanym do 180 st. C, na środkowej półce. Można przykryć zapiekankę folią aluminiową, żeby się nie przypiekła zbytnio od góry, a potem zdjąć ją na ostatnie 20 minut. Proponuję wtedy sprawdzić widelcem, czy ziemniaki są miękkie, jeżeli tak to znaczy, że możemy podawać. Jeżeli wierzch dla odmiany wydaje nam się za mało przypieczony to wstawiamy na górę piekarnika, nastawiamy na grillowanie i dopiekamy.   


Ziemniaki można podawać jako dodatek do potraw, albo jako danie samo w sobie np. z sałatką grecką.

Smacznego!

wtorek, 4 grudnia 2012

Francuskie grzanki, czyli co zrobić z czerstwym chlebem

W ostatni weekend nie chciało mi się wychodzić z domu. Było tak szaro, wilgotno i chłodno. Najchętniej zawinęłabym się w kocyk z kubkiem gorącej kawy w rękach. Jedyną przeszkodą był mój żołądek, który zdecydowanie domagał się zwrócenia na niego uwagi. Myszkowałam więc po kuchni w poszukiwaniu koncepcji ciepłego drugiego śniadania. Jakoś tak niczego odpowiedniego nie było w zasięgu ręki. Pieczywo czerstwe, w lodówce niewiele. Generalny stan przed-zakupowy :(
Postanowiłam więc pogrzebać w lodówce i kuchennych zakamarkach i spróbować coś wykombinować z tego co akurat było w domu. Wybór padł na francuskie grzanki - choć zupełnie nie wiem, czy tak powinny się nazywać kromki czerstwego chleba usmażone z jakiem i mlekiem. Tak zawsze nazywaliśmy je w domu.

Zapraszam wszystkich na awaryjne śniadanie (choć może być też jako planowane) - na francuskie grzanki z pomidorem i oliwkami.  



Składniki:
  • 3 kromki czerstwego chleba
  • 1 jajko
  • 1/4 szklanki mleka
  • olej do smażenia
  • dowolne dodatki: np. pomidor i oliwki

Czerstwe pieczywo kroimy na kromki, a potem na kawałki, które będzie nam łatwo smażyć. Jajko z mlekiem rozkłócamy widelcem w głębokim talerzu, aż powstanie jednolity płyn. 
Maczamy kawałki chleba w mleczno-jajecznym płynie. Pozwalamy, aby wsiąkł w pieczywo. Smażymy na oleju z obydwu stron.


Gotowe grzanki zjadamy gorące, tak jak lubimy. Możemy dodać pomidory, ogórki, ketchup, lub przeciwnie na słodko z np. dżemem truskawkowym.
Niezależnie od wszystkiego po usmażeniu pieczywo jest w środku miękkie i delikatne. Jeżeli chcemy usmażyć więcej grzanek, to zwielokrotniamy składniki. Jeżeli lubimy bardziej jajeczny smak to dajemy mniej mleka.

Smacznego!

sobota, 7 maja 2011

Grillowane pieczarki

I znów kolejny piękny weekend! No i nareszcie ciepło! A to właśnie sprzyja spotkaniom, spacerom i ... grillowaniu. Ja w tym roku już rozpoczęłam sezon długich pogaduszek na tarasie, wygrzewania się w słonku, spacerów i pieczenia różnych różności.
Przyznam, że trochę mi zabrakło miejsca obok kiełbasek i karkówki w ziołach na grillu. Zależało mi, aby ciepłe dania zostały podane razem, więc piekarnik też się tu przydał.

Zapraszam więc na ciepłą grillowaną przekąskę, choć może występować również w roli oddzielnego, samodzielnego dania, zapraszam na grillowane pieczarki.


Składniki:
  • 12 dużych pieczarek
  • 4 jajka ugotowane na twardo
  • 2-3 łyżki masła
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/4 łyżeczki pieprzu
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/3 pęczka pietruszki
  • tarta bułka do obtoczenia
Pieczarki myjemy, oddzielamy ogonki. Ja dodatkowo wydrążyłam łyżeczką (mam taki "nożyk" do robienia kulek np. z owoców) miejsce po ogonku, aby zmieściło się więcej nadzienia. Pieczarki powinny mieć spore kapelusze.
Jajka mielimy, drobno siekamy, przeciskamy przez sitko - w każdym razie rozdrabniamy na drobne kawałeczki w dowolny sposób. Dodajemy masło, przeciśnięty lub drobno posiekany ząbek czosnku, posiekaną pietruszkę, pieprz i sól. Wszystko razem łączymy. Ja po prostu użyłam widelca i dokładnie wymieszałam składniki, aż powstała jednolita pasta.
Nadziewamy pieczarki pastą jajeczną (nakładamy do kapeluszy ile się nam zmieści). Odwracamy do góry nogami i obtaczamy nadzienie w tartej bułce. kapelusze układamy na blaszce nadzieniem do góry. Niczym nie podlewamy - pieczarki piekąc się puszczą sporo soku.

Wstawiamy do nagrzanego piekarnika do 210 st. C, nastawionego na grill, na najwyższą półeczkę. Pieczemy do uzyskania pożądanego stopnia przypieczenia. Niektórzy lubią pieczarki półsurowe więc można piec krótko, inni wolą bardziej upieczone. Dla mnie, stopień przypieczenia przedstawiony na zdjęciu jest w sam raz.
Podajemy gorące, zaraz po upieczeniu.

Smacznego!

czwartek, 16 września 2010

Ajvar

Ajvar podobno znany był już w starożytności. Dzisiaj można go kupić jako dodatek do mięs, przekąsek, czy pieczywa, praktycznie w każdym sklepie. Pasta z papryki i bakłażanów - bałkański specjał na wyciągnięcie ręki - zamknięty w słoiczku.
Byłam w wirze przygotowań do wieczoru chorwackiego i wydawało się, że nie da się już ze wszystkim zdążyć przed przyjściem gości. W domu pojawiły się nawet nieśmiałe głosy, a może by tak przyspieszyć i chociaż po ajvar pobiec do sklepu? No NIE!, to by była kapitulacja!
Podobno pastę powinno się przygotować gotując składniki w zalewie z octem. Oj, ta wersja nie wydała mi się taka kusząca, za to pieczona papryka ...mmm ... to jest coś co bardzo lubię.
Powstała więc potrawa w wersji, jaka wydawała mi się, że daje obietnicę smacznego efektu na końcu kulinarnej przygody.
Zapraszam na ajvar!


Składniki:
  • 1 średni bakłażan (ok. 400 g)
  • ok. 800 g papryki czerwonej
  • 2-4 ząbki czosnku
  • 100 ml oliwy z oliwek
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 150 g przecieru pomidorowego
  • sól
  • ew. pieprz, ostra i słodka papryka w proszku

Papryki myjemy, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy na ćwiartki. Układamy na blasze (skórką do góry), czy naczyniu żaroodpornym, skrapiamy oliwą (1-2 łyżki) i zapiekamy w piekarniku, nagrzanym do ok. 220 st.C (opcja z przypiekaniem od góry jeżeli można wybrać). Gdy na skórce zaczną się pojawiać pęcherzyki, wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy na ok. 10 minut do przestudzenia, a następnie zdejmujemy z papryki skórkę (ze skórką potrawa będzie nieco gorzka).

Bakłażana myjemy i kroimy w grubą kostkę, przysmażamy i dusimy na oliwie (1-2 łyżki) ok. 10-15 minut - ja dusiłam w woku. Dodajemy pokrojoną paprykę i przecier pomidorowy i dusimy 5-10 minut. Na koniec dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, pozostałą oliwę, ocet balsamiczny.

Miksujemy potrawę - ja wolałam taki sos, w którym widać jeszcze kawałki warzyw, ale można zmiksować "na gładko".

Na koniec doprawiamy solą i pieprzem. Ja dodatkowo dodałam ostrej papryki i 1 płaską łyżkę słodkiej papryki (dla zagęszczenia pasty).

Pasta jest doskonała, np. do świeżej bagietki czy ćevapčići.

Smacznego!

sobota, 11 września 2010

Chorwackie specjały

Witam wszystkich i zapraszam na pierwszy post Wieczoru chorwackiego - przystawki. Czytając przewodnik i potem obserwując turystów w Chorwacji można było zauważyć kto już wyjeżdża. Znaczna część biegała i szukała konkretnych produktów: np. wyrobów z lawendy rosnącej na wyspie Hvar, miodu z wyspy Solta, sera z wyspy Pag, szynki i ostrego salami.
Nas też nie ominęła taka zabawa. Nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności skosztowania miejscowych specjałów, zabrania ich do Polski i podzielenia się z przyjaciółmi.
Zapraszam więc na zestaw chorwackich pyszności.

Dalmatinski pršut
- czyli dalmatyńska szynka suszona, a następnie wędzona. Ma charakterystyczny smak i aromat. Fantastycznie smakuje np. z melonem i kieliszkiem lekkiego białego wina.

Paški sir
- czyli dojrzewający owczy ser z wyspy Pag, podobno cięgle jest wyrabiany tradycyjnymi metodami, a na jego niepowtarzalny smak wpływa dieta owiec, z których mleka się go wyrabia. Jest ona bogata w różne wonne zioła rosnące na wyspie.
Przyznam, że jest charakterystyczny w smaku i całkowicie różni się np. od naszych oscypków i owczych serów z Podhala. I choć paški sir jest chyba najpopularniejszym produktem/prezentem kupowanym przez turystów w Chorwacji to warte grzechu są również inne serki owcze i kozie, wyrabiane tradycyjnie, np. z dodatkiem ziół lub bez.

Kulen
- ostra, pikantna kiełbasa ze Slawonii (dla mnie była podobna w wyglądzie do salami). Ostrość kulen pochodzi od chilli użytej do przyprawienia. Kulen podaje się np. z białym serem, świeżą papryką, pomidorami, marynowanymi warzywami i oliwkami. Ja wybrałam wersję z serem i oliwkami, papryczki marynowane zostały podane oddzielnie (nie każdy dałby radę pochłonąć ostry kulen z ognistymi papryczkami).
Prawdziwie tradycyjny kulen wymaga długiego przygotowania (podobno może trwać nawet rok). Mięso umieszcza się w grubej kiszce i wędzi, a następnie suszy. Cieńsze kiełbasy wymagają krótszego procesu produkcji i taką właśnie przywiozłam do Polski.

Nie mm tak na 100% pewności czy to co można nabyć w chorwackim sklepie to jest taki prawdziwie tradycyjny wyrób. Ale już w gospodarstwie na trasie ? Myślę też, że nie ma co się za długo nad tym zastanawiać, próbowanie nowych smaków jest po prostu przyjemne i czasem trzeba się poddać wakacyjnej atmosferze i ciekawości.

Zapraszam!

wtorek, 25 maja 2010

Kruche pierożki z cukinią i fetą

Zauroczyły mnie moje pierożkowe przygody. I jak to zwykle bywa z nowym przepisem, który można przygotować w wielu wersjach - próbuję. Była już wersja słodka, choć to pewnie nie koniec wersji ze słodkim nadzieniem. Teraz pora na coś zdecydowanie w innym stylu - na słono i aromatycznie!

Lubię takie kombinacje - grillowana cukinia i feta, no i oczywiście obowiązkowo świeże zioła. Zastanawiałam się co będzie lepiej pasowało - świeża bazylia czy tymianek? Ostatecznie poddałam się czarownemu aromatowi roztartej w dłoni gałązki tymianku.
Wybrałam najbliższą okazję do zaprezentowania mojego dzieła - rocznicę komunii mojej córki. Pierożki towarzyszyły delikatnej wiosennej zupie. Kombinacja ta okazała się fantastyczna. Polecam!

Zapraszam więc na kruche pierożki, w wersji na słono, z grillowaną cukinią, fetą i tymiankiem.



Skład - ciasto:
  • 200 g mąki pszennej
  • 120 g masła
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka śmietany
  • szczypta soli
Skład - nadzienie:
  • 1 mała cukinia
  • ser feta (lub inny ser podobnego typu, wystarczy kilka plasterków)
  • 2-3 gałązki tymianku
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich
  • odrobina pieprzu
  • 2 łyżki oliwy z oliwek

Składniki ciasta zagniatamy na jednolite gładkie ciasto. Następnie wkładamy na ok. 2 godziny do lodówki.

Cukinię kroimy na plasterki (ok. 0,5 cm grubości), posypujemy ziołami prowansalskimi i pieprzem, a następnie skrapiamy oliwą z oliwek (nie solimy! - feta jest wystarczająco słona). Ja włożyłam wszystko do miski i ręką wymieszałam, tak aby wszystkie kawałki cukinii były ze wszystkich stron wysmarowane. Smażymy cukinię na patelni grillowej (ale można też na zwykłej). Wystarczy żeby się przysmażyła, nie musi być całkiem miękka. Odstawiamy do przestygnięcia.

Wyjmujemy ciasto z lodówki i zostawiamy, aby się ogrzało w temperaturze pokojowej. Wałkujemy na cienki placek i wykrawamy koła (użyłam foremki do pierogów).


Do każdego pierożka wkładamy 1/2 plasterka cukinii, kawałek fety i kawałek gałązki tymianku. Zlepiamy delikatnie brzegi i przyciskamy widelcem (takim z tępymi końcami zębów, inaczej ciasto się poprzerywa).
Pierożki układamy na papierze do pieczenia. Pieczemy ok. 20 minut w 200 st. C (aż się zarumienią).

Najlepiej podawać jeszcze ciepłe, zaraz po upieczeniu.

Smacznego!

poniedziałek, 10 maja 2010

Tortilla z hiszpańskim sosem

To z pewnością najbardziej udane danie wieczoru hiszpańskiego, jakie przygotowałam. Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ sama potrawa jest bardzo prosta. Nie wymaga też wyszukanych składników, ani specjalnych zdolności kulinarnych. Cała trudność, jeżeli w ogólne można tu mówić o trudności, to przewrócenie omleta na drugą stronę tak, aby nic mu się nie stało.
Do tortilli proponuję pikantny sos hiszpanki. Można użyć zwykłego ketchupu, jednak na wieczorze hiszpańskim taka profanacja była po prostu wykluczona!
Zapraszam zatem na tortillę z sosem hiszpańskim.


Składniki - tortilla:

  • 0,5 kg ziemniaków
  • 1 cebula
  • 4-5 jajek
  • 50 ml mleka
  • 1 ząbek czosnku
  • posiekany szczypiorek - tyle ile się mieści w garści (oryginalnie zdaje się, że powinna być pietruszka, ale miałam taki cienki szczypiorek i skusił mnie po prostu)
  • sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia

Ziemniaki obieramy ze skórki i kroimy w półplasterki lub jak na frytki. Cebulę obieramy i kroimy w paseczki. Smażymy ziemniaki i cebulę aż zmiękną (tylko lekki złoty kolor, nie smażymy tak "na frytkę") na 2-3 łyżkach oleju. Pod koniec smażenia dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek. Odstawić z ognia żeby przestygły.

Jajka, mleko, sól i pieprz (ja dałam 1/2 łyżeczki soli i 1/4 pieprzu) roztrzepujemy na jednolity płyn. Dodajemy posiekany szczypiorek (lub pietruszkę). Do jajek dodajemy przygotowane ziemniaki z cebulką i całość wykładamy na nagrzaną patelnię (wysokość omleta tak ok. 2 cm) z 1 łyżką oleju. Smażymy na małym ogniu (duży grozi przypaleniem, a ponieważ omlet jest dość gruby, to jednocześnie środek może być niedosmażony).
Gdy spód jest już przyrumieniony, a cały omlet ścięty, przewracamy go na drugą stronę.

Ja użyłam desek do chleba i do krojenia, ale mogą być np. duże talerze. Zakładamy rękawice kuchenne (na wypadek gdyby nadmiar ciepłego oleju wyciekł nam spod omleta). Przykrywamy omlet deską (większą od omleta) i energicznym ruchem przewracamy całość do góry nogami tak, aby omlet wypadł na deskę. Zdejmujemy patelnię i na wierzchu omleta kładziemy drugą deskę (nie przyciskamy!) i powtarzamy odwracanie tortilli. Po zdjęciu deski z góry powinniśmy mieć przed sobą omlet leżący na desce w pozycji, jak przed całą operacją znajdował się na patelni (przypieczona strona na desce). Teraz na wierzchu kładziemy patelnię i po kolejnym odwróceniu stawiamy na mały ogień. Każdy może zastosować swoją metodę przewracania tortilli (a może tak przysmażać - pod przykryciem, żeby odwracanie nie było konieczne?).

Podlewamy 1-2 łyżkami oleju. Gdy tortilla się zarumieni wykładamy ją (przez odwrócenie) na talerz lub deskę, na której będziemy podawać danie. Smarujemy po wierzchu sosem hiszpańskim (można podać w oddzielnym naczyniu).



Składniki - hiszpański sos do omletów:
  • 1 duża papryka (czerwona)
  • 1 spora cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 0,5 kg dojrzałych pomidorów, sparzonych, obranych ze skórki i posiekanych (lub np. słoik domowego przecieru z pomidorów- takiego właśnie użyłam lub puszkę pomidorów w kawałkach)
  • 3-4 łyżki oliwy z oliwek
  • liść laurowy
  • sól
  • 1 łyżeczka pieprzu
  • 1 strączek suszonej papryczki chili pokrojony na kawałki (można dać np. 2 sos będzie ostrzejszy)
  • 10-12 oliwek (pokrojone w plasterki)

Cebulę i paprykę kroimy w kosteczkę. Smażymy na oliwie, aż cebulka zmięknie. Dodajemy pozostałe składniki i dusimy na patelni ok. 30 minut na małym ogniu. Jeżeli sos będzie za rzadki to możemy odparować na patelni sos, jeżeli za rzadki - dodać trochę wody.
Proponuję posolić pod koniec i doostrzyć do żądanej ostrości.

Ja dodałam wszystkiego na oko, więc papryki było trochę więcej, a sos był na tyle gęsty aby się nie rozlewał na tortilli.

Smacznego!

piątek, 30 kwietnia 2010

Krewetki w cieście

Koleje wcielenie hiszpańskich tapas - mariscos czyli owoce morza. W tym przypadku gambas w cieście, czyli krewetki.
Krewetki zazwyczaj jadłam w formie malutkich krewetek koktajlowych z cebulką, czosnkiem, masłem, z białym winem. Tym razem postanowiłam spróbować wersji smażonej. Tu niezbędne okazały się krewetki większe, które można by złapać za ogonek i w zasadzie zjeść na raz.
Zapraszam na koleją potrawę, jaką przygotowałam na hiszpański wieczór - gambas w cieście.

Składniki:
  • krewetki (ja użyłam oczyszczonych, opakowanie 250 g - mrożone ok. 20 szt., takie większe - koktajlowe są zbyt małe)
  • 150 ml jasnego piwa
  • 13-15 dkg mąki
  • 1 białko
  • 3 łyżki oliwy
  • sól, pieprz
  • do przybrania: pęczek szczypiorku, cytryna
  • olej do głębokiego smażenia - ok. 1/2 litra
Piwo z oliwą podgrzewamy. Dodajemy do mąki, dodajemy pieprz i sól i całość mieszamy. Ciasto będzie dość gęste (jeżeli za bardzo to dodajemy np. trochę wody). Krewetki myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem (nie rozmrażamy tylko zmywamy z wierzchu grudki lodu). Białko ubijamy na sztywną pianę i mieszamy z ciastem piwnym (stanie się luźniejsze). Olej rozgrzewamy w rondelku. Każdą krewetkę łapiemy za ogonek i zanurzamy w cieście. Smażymy w oleju na złoty kolor dość krótko (kilka minut).
Odsączmy z nadmiaru tłuszczu na papierowym rączniku i przekładamy na talerz. Całość posypujemy posiekanym szczypiorkiem i dekorujemy cytryną lub limonką.

Ciasta powinno wystarczyć na podwójną porcję krewetek, ale znacznie łatwiej jest zanurzać krewetki w nieco większej ilości ciasta.

Smacznego!

wtorek, 27 kwietnia 2010

Jamon serrano i crostini z pomidorami

Miły początek każdego przyjęcia, a może po prostu przekąska, tak bez okazji ? Zanim na stole zagoszczą dania główne miło jest skosztować coś na początek. Czasem po prostu małe co nieco do szklaneczki piwa czy lampki wina. Przekąsek jest całe mnóstwo i cały ich urok polega właśnie na tym, że zawsze można przygotować coś nowego.
Zapraszam na takie właśnie małe co nieco - jamon serrano z suszonymi morelami i daktylami (w towarzystwie crostini z pomidorami). Przekąska ta został podana na rozpoczęcie wieczoru hiszpańskiego, ale może też zagościć na stole zupełnie samodzielnie lub jako wstęp do innych dań.
Zapraszam!


Składniki:
  • 1 tacka jamon serrano (szynka hiszpańska)
  • 1 paczka mini grzanek (można zastąpić innym pieczywem pokrojonym na małe kanapeczki)
  • 1 duży dojrzały pomidor
  • 1/2 pęczka bazylii
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka octu balsamicznego (lub soku z cytryny)
  • 1 łyżeczka płynnego miodu
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1/4 łyżeczki soli i szczypta pieprzu
  • 50 g suszonych moreli (1/2 torebki)
  • 50 g suszonych daktyli (1/2 torebki)
Na talerzu obrotowym (lub dużej tacy) układamy grzanki. Szynkę wyjmujemy z opakowania, plastry dzielimy na pół i "w nieładzie" układamy na tacy. Pomidora obieramy ze skórki i kroimy w kostkę (0,5 cm), odlewamy nadmiar soku. Bazylię, oliwę, ocet, miód, czosnek, sól i pieprz miksujemy. Mieszamy powstały sos z pomidorem i wykładamy łyżeczką na grzanki.
Proponuję ułożyć pomidory na grzankach krótko przed podaniem (grzanki nie rozmiękną).
Suszonymi owocami dekorujemy talerz z szynką i grzankami.

Smacznego!

czwartek, 8 kwietnia 2010

Serek na śniadanie inaczej

Zawsze tak jest po świątecznym objadaniu się różnymi różnościami, i do tego pysznymi, i tak ładnie podanymi, że najlepiej smakują dania proste i nieudziwnione. Tyle, że po świątecznym szaleństwie kulinarnym jakoś tak dziwnie jest przygotować coś tak całkiem zupełnie zwyczajnie.
Cały czas towarzyszy mi odświętny nastrój i koniecznie potrzebuję nie tylko usatysfakcjonować kubki smakowe ale chociaż trochę nacieszyć oczy. Zagłębienie się w codzienności i nieustannym "biegu z z przeszkodami" zostawiłam na później, niech zaczeka gdzieś za drzwiami jeszcze trochę.
Zapraszam na takie małe śniadanko - na biały serek - na ostro - w sam raz po świątecznych słodkościach.


Składniki:
  • 400 g białego ścisłego serka (ja użyłam serka zmielonego)
  • podłużne kawałki gotowanej marchewki (można ugotować oddzielnie, albo wyjąć z zupy - z rosołu, albo nie dać wcale)
  • 1 nieduży ząbek czosnku
  • 1/2-1 łyżeczka mielonej słodkiej papryki
  • kilka oliwek (nadziewanych papryką)
  • 1-2 łyżki groszku konserwowego
  • sól i pieprz (biały mielony) do smaku
  • pęczek rzodkiewek
  • kilka plasterków surowego ogórka
Ser dzielimy na dwie części. Do jednej dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i doprawiamy solą i pieprzem.
Kawałek folii aluminiowej składamy na pół. Otwieramy i zaraz pod zgięciem układamy plasterki oliwek. Nakładamy delikatnie serek i wygładzamy. Na wierzchu serka układamy groszek. Składamy folię i układamy w kant. Formujemy w folii serek w kształt trójkąta (czubek wzdłuż pierwszego zgięcia folii. Jak uda nam się wypełnić i wygładzić formę trójkątną, to na białym serku układamy marchewkę (delikatnie wciskamy w środek serka), a następnie drugą część serka wymieszaną z papryką i przyprawioną solą i pieprzem. Całość zawijamy folią i ponownie formujemy trójkątny kształt. Wkładamy do lodówki na 1-2 godziny.

Podając zdejmujemy folię i przybieramy serek plasterkami ogórka i rzodkiewką.

Smacznego!

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Jajka faszerowane na ciepło

W zasadzie robię je tylko na Wielkanoc, ale tak na prawdę to są świetne jako ciepła przekąska, czy samodzielne danie. Mogą też uzupełniać szwedzki stół na spotkaniu ze znajomymi. Łatwo je przygotować. Do tego można wcześniej, przed przyjęciem i usmażyć przed samym podaniem - same się smażą - nie trzeba jakoś specjalnie pilnować.
Pamiętam, że moja mam robiła je czasem. Tylko w innej ilości - jak dla regimentu wojska - miały dziwną naturę znikających jajek. Nigdy długo nie gościły na talerzu, nie pamiętam też aby jakiemuś udało się samodzielnie wystygnąć, tzn. z powodu przedłużającego się oczekiwania na pochłonięcie.

Zapraszam więc na jajka faszerowane, na ciepło, takie w wersji podstawowej!


Składniki:
  • 5 jajek na twardo
  • 1-2 łyżki masła
  • 50 g tartego drobno żółtego sera
  • kilka gałązek pietruszki
  • sól i pieprz do smaku
  • 1-2 łyżki masła (lub oleju) do smażenia
  • bułka tarta
Jajka gotujemy na twardo (przedtem myjemy, żeby na skorupkach nie było żadnych "dodatków"). Najlepiej jeżeli nie są z lodówki tylko w temperaturze pokojowej (wystarczy wyjąć z lodówki 1-2 godziny przed gotowaniem). Zalewamy jajka zimną wodą, wsypujemy 1 łyżeczkę soli i stawiamy na małym ogniu. Wszystko to po to, aby woda z jajkami podgrzewała się powoli i skorupki nie popękały. Jak już jajka się zagotują to można zwiększyć gaz (ja gotuję min. 10 minut od zagotowania wody). Ugotowane jajka zalewamy zimną wodą, zostawiamy do ostygnięcia.
Jajka - nie obrane - ze skorupkami - przekrajamy wzdłuż. Do tego potrzebny jest ostry nóż i pewna ręka. Ja robię takie "ciach" :) - tzn. ostrą częścią noża uderzam dookoła i skorupka pęka wzdłuż linii (nie szkodzi jeżeli nie będzie bardzo równa). Przekrajamy jajka na pół. Wyjmujemy delikatnie żółtko i białko łyżeczką ze skorupki.

Skorupki odkładamy na bok a jajka ścieramy np. na tarce na małej łezce lub miksujemy. Do jajek dodajemy żółty ser, miękkie masło, posiekaną natkę pietruszki i doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Całość ucieramy na jednolitą masę i wypełniamy nią skorupki jajek (tak z małą górką).


Wystającą ze skorupki masę jajeczną obtaczamy w tartej bułce i smażymy na małym ogniu do zrumienienia (przewracamy raz jaja i chwilę smażymy "skorupki", całe jajko będzie wtedy ciepłe, a serek się ładnie rozpuści, przed zdjęciem z patelni jeszcze na chwilę odwracamy skorupkami do patelni, żeby skórka była chrupiąca). I już - podajemy ciepłe!

Smacznego!

PS.
1. Jajka mogą leżeć na talerzu z bułką tartą (skorupką do góry), przed usmażeniem, nawet kilka godzin. Można je przygotować długo przed podaniem i wrzucić potem na patelnię. Nie ma w nich nic surowego co mogłoby się nam popsuć w tym czasie.
2. Można tez zrobić większą ilość.
3. Można też dodać do masy np. zmiksowane (przysmażone wcześniej na maśle) pieczarki, szczypiorek, albo jeszcze coś innego - wedle gustu.

sobota, 12 grudnia 2009

Śledzie w jogurtowo-majonezowym sosie

Zapachniało już Świętami Bożego Narodzenia i mnie również powoli ogarnia radosny nastrój. Święta to taki magiczny czas, kiedy wszyscy starają się być jakby trochę lepsi. Boże Narodzenie to też jedno z najbardziej rodzinnych świąt, kiedy nikt nie powinien czuć się samotny i smutny.
W naszej tradycji to nie tylko choinka i Mikołaj ale również spotkanie przy wigilijnym stole, a na nim tradycyjnie dwanaście potraw. Przyznam, że to praktycznie jedyny moment w roku kiedy robię domowy makaron (do klusek z makiem). Ale nie tylko Wigilia jest ważna. Kolejne dni to zazwyczaj także spotkania w gronie rodzinnym, przyjaciół. Tu również na stół trafiają smakowitości, często szykowane tylko w okresie Bożego Narodzenia.
No ja także przygotowuję się już do Świąt i po zastanowieniu stwierdziłam, że jakoś niezbyt wiele potraw na moim blogu jest takich prawdziwie Bożonarodzeniowych! (oj chyba jedynie serniczek z czekoladą się tu mieści). No może jest kilka takich, które można wykorzystać w okresie Świąt. Koniecznie muszę to naprawić. Dzisiaj zacznę skromnie - od śledzi w jogurtowo-majonezowym sosie. Zapraszam!

Składniki:
  • 5 filetów śledziowych z matiasa
  • 1 duże jabłko (słodki winny smak)
  • 3-4 ogórki kiszone lub konserwowe
  • 1 większa cebula
  • sok z 1/2 cytryny
  • 2 łyżki (kopiaste) majonezu
  • 2 łyżki (kopiaste) gęstego jogurtu
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/2-1 łyżeczka ziół prowansalskich
  • pieprz do smaku (najlepiej biały)
Filety wkładamy do naczynia z wodą i moczymy ok. 2 godzin. W międzyczasie przynajmniej raz zmieniamy wodę. Śledzie są bardzo słone i dzięki temu stracą trochę soli. Możemy po 2h spróbować czy już są dla nas dobre (jeżeli nadal wydają się za słone to proponuję wymienić wodę i pomoczyć jeszcze 1/2 h i znów sprawdzić). Ten moment jest bardzo ważny - jeżeli śledzie będą za słone to cała potrawa potem taka właśnie będzie (możne wtedy do już gotowych śledzi np. dorobić więcej sosu, ale nie ma gwarancji, że uda się "rozcieńczyć" słony smak).


W czasie gdy śledzie kąpią się w wodzie szykujemy sos. Ogórki obieramy ze skórki i kroimy na małą kostkę. Cebulę obieramy i również kroimy w kosteczkę, wykładamy na sitko i przelewamy gorącą wodą (straci trochę ostrości smaku).
Jabłko kroimy w drobną kostkę i skrapiamy cytryną (nie musimy użyć całego soku). Pokropione cytryna jabłko nie ściemnieje (jeżeli skropimy zaraz po pokrojeniu). Wszystko wkładamy np. do miski.

Śledzie wyjmujemy z wody, osuszamy np. papierowym ręcznikiem i kroimy na dowolne części. Ja pokroiłam w takie malutkie dzwonka (na jeden raz na widelec). Wkładamy do pokrojonych warzyw.


Na koniec łączymy majonez i jogurt z ziołami, cukrem i pieprzem. Zalewamy śledzie i wszystkie składniki mieszamy. Odstawiamy na ok. 2 h do lodówki. Wszystkie składniki się wtedy pięknie połączą.

Nie solimy! Sól ze śledzi przejdzie do całej potrawy. Na koniec próbujemy czy całość nie jest np. za mało pikantna i ew. dodajemy pieprzu i jeszcze trochę ziół. Sosu można wyprodukować dowolna ilość. Ja daję tyle samo jogurtu i majonezu ale można przed zalaniem śledzi spróbować i zdecydować czy wolimy bardziej majonezowy czy bardziej jogurtowy smak (mniej lub bardziej ziołowy) i dodać trochę więcej któregoś składnika.

Smacznego!

poniedziałek, 12 października 2009

Placki ziemniaczane

Tydzień temu pojechaliśmy na grzyby do Puszczy Piskiej. Uwielbiam chodzić po lesie, słuchać szumu drzew, śpiewu ptaków. Odgłosy lasu cudownie na mnie wpływają. Jest tam spokój i pewność siebie starych drzew, paplanina młodych zagajników, ale jednocześnie gniew wiatru i kołyszących się konarów. Wystarczy zamknąć oczy i wsłuchać się w te odgłosy, a można znaleźć się w całkowicie innym świecie. Dać się porwać melodii lasu i rozkoszować się otaczającą magią. Dla mnie to inny wymiar. To prawie aż niemożliwe, że z centrum zatłoczonego miasta, stałego pędu za doczesnością, tak od razu i bez przygotowania można trafić do tego, czarownego i pełnego tajemnic, świata. W zasadzie nie potrzeba nawet do szczęścia grzybów ...
No i tak właśnie zaczęły się moje kulinarne plany. Grzyby zbierała cała nasza rodzina. Dzieci dopiero odkrywały w sobie żyłkę grzybiarza. Nazbieraliśmy cały koszyk maślaków. Powstały z nich pyszne duszone grzybki w śmietanie. No ale ponieważ sos został zrobiony "na oko" i doprawiony "do smaku" to nie on będzie głównym bohaterem tego posta. Do sosu niezbędny był jakiś smakowity i odpowiedni dodatek. Pomyślałam o plackach ziemniaczanych. Połączenie nad wyraz okazało się udane.
Zapraszam zatem na placki ziemniaczane, w wersji klasycznej, bez udziwnień.


Składniki:
  • 1,3 kg ziemniaków
  • 2 jajka
  • 2 średnie cebule
  • 3-4 łyżki mąki (takie z górką)
  • 2-3 łyżki gęstej, kwaśnej śmietany
  • sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia
Ziemniaki obieramy, myjemy i ucieramy na małej łezce. Cebulę drobno kroimy i smażymy na złoty kolor (można też przysmażoną cebulkę zmiksować z jakiem i taką miksturę dodać do placków - to dla osób nie przepadających za kawałkami cebuli w potrawach). Dodajemy rozbełtane jajka ze śmietaną, mąkę, sól i pieprz. Dokładnie mieszamy, tak aby wszystkie składniki się połączyły (i nie było grudek mąki).
Smażymy cienkie placki (nakładamy po 1 łyżce i "rozsmarowujemy" na płaski placek) po obydwu stronach.
Podajemy gorące np. ze śmietaną i cukrem albo ... możemy się wcześniej wybrać na grzyby ...

... nazbierać, obrać, umyć, przyrządzić i podać nasze placki w towarzystwie grzybów duszonych w śmietanie ...

... poezja ... hmm ...

Zapraszam!

sobota, 29 sierpnia 2009

Świderki z francuskiego ciasta

Dzisiaj mam mało czasu. Potrzebuję czegoś sympatycznego do towarzystwa sałatki i wina/piwa. Tak w sam raz na spotkanie towarzyskie. Mogłam kupić jakieś pieczywo, ale wolałam żeby było tak trochę inaczej. W zamrażarce znalazłam ciasto francuskie, w szufladzie sezam, a w lodówce resztki tartego parmezanu. W sam raz na świderki z ciasta francuskiego.
Poza tym można je zjadać ot tak, po prostu jak paluszki! Pomysł wydał mi się doskonały. Do tego bardzo prosty w wykonaniu. Jestem pewna, że wiele osób zna tę metodę. Zapraszam :)


Składniki:
  • opakowanie ciasta francuskiego
  • do posypania - sezam i tarty parmezan
  • do posmarowania - białko z jajka (można użyć po prostu 2 łyżek wody)

Ciasto wyjmujemy z zamrażarki i rozkładamy na blacie aby się rozmroziło. Smarujemy wierzch rozkłóconym białkiem i posypujemy obficie sezamem. Przewracamy ciasto na drugą stronę i ponownie smarujemy białkiem i posypujemy tartym parmezanem. Kroimy na paski ok. 1 cm grubości i delikatnie skręcamy.

Przekładamy na papier do pieczenia i pieczemy ok 15 min. w piekarniku nagrzanym do 200-220 st. C.
Wyjmujemy i to już koniec. Możemy podawać.

Smacznego!

czwartek, 2 lipca 2009

Młoda kapusta w pomidorach

Wiosną zawsze czekam na pierwsze młode kapustki. Chociaż wiem, że są pełne różnych niezbyt zdrowych dodatków - nawozów i ulepszaczy wzrostu to i tak co roku język mi ucieka i poddaję się pokusie przyrządzenia jednej czy dwóch. Teraz oczywiście pierwsze młode kapuściane główki należą już do przeszłości ale za to dzisiejsze (taką mam nadzieję) smakują mniej sztucznie, bardziej kapuścianie.
Do tego przysmażona na oliwie cebulka, domowy przecier pomidorowy i kawałek kiełbaski pozwalają optymistycznie myśleć o wieczornym posiłku. Nie może się też obyć bez przypraw i ziół, które nadają potrawie niepowtarzalnego charakteru i aromatu.
Zapraszam na "młodą" kapustkę w pomidorach :)



Składniki:
  • 1/2 główki białej kapusty (lub cała jeżeli jest naprawdę młoda i niezbyt duża)
  • 400-500 g kiełbasy
  • 250 mln domowego przecieru pomidorowego (mogą być też pomidory w kawałkach z puszki, raczej nie koncentrat)
  • 2 duże cebule
  • 1-2 łyżki masła
  • 1 łyżka oliwy do smażenia
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki majeranku
  • 1/2 łyżeczki kminku mielonego
  • 3 listki laurowe
  • 4-5 ziarenek ziela angielskiego
  • sól i pieprz do smaku
  • woda

Kapustę kroimy na części (nie muszą być bardzo drobne). Wkładamy do garnka, wlewamy ok. 1/2 litra wody (na początku nie dodajemy więcej, jak kapusta zmięknie i "zmaleje" ocenimy czy dodać jeszcze czy już wystarczy), dodajemy listki laurowe i ziele angielskie i gotujemy.
Cebulę kroimy na ćwiartki w paski i podsmażamy na złoty kolor. Dodajemy do kapusty i gotujemy ok. 10-15 min. Dodajemy pokrojoną kiełbasę i znów doprowadzamy do wrzenia.
Jak kapustka będzie już miękka (ale nie rozpadająca się) dodajemy pomidory i pozostałe przyprawy (czosnek przeciskamy przez praskę). Doprawiamy do smaku i gotujemy 5 minut. Na koniec dajemy masło, poprawia smak i nadaje niepowtarzalnego charakteru.


Dodatkową wodę dodajemy jak kapusta zmięknie i wtedy możemy ocenić ile jej dodać. Na sam koniec powinniśmy uzyskać efekt prawie całkowitego zanurzenia kapusty w wodzie (pamiętajmy, że pomidory czy przecier również zwiększą objętość płynów w potrawie).
Tu gotowałam dzisiejszą kapustkę, ale im jest ona młodsza, tym czas gotowania krótszy. Najlepsze są listki miękkie po przyrządzeniu ale nie rozpadające się. Bobrze jest też zaczekać z jedzeniem i odstawić garnek na kilka godzin, wszystkie smaki się wtedy dobrze połączą.

Na koniec możemy kapustkę zjeść samą, ale można też podać z młodymi ziemniaczkami lub pieczywem. Poniżej z własnego wypieku chlebkiem kukurydzianym.

Smacznego!

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Pierogi z jagodami

"(...)
Krasnoludek różny bywa:
Jeden Polny - ode żniwa,
Drugi Pszczelny, rządzi ulem,
Ten był - Jagodowym królem.

Jagodowy król po borze
Jak po własnym chodzi dworze,
Mech mu leśny łoże ściele,
Z wilg i drozdów ma kapelę,
Gdzie bądź stąpi - kwiaty, zioła
Pochylają wonne czoła,
A w największą nawet ciszę
Trzcina przed nim się kołysze.
(...)"
Maria Konopnicka "Na jagody"


Zapraszam na moje pierwsze spotkanie z Jagodowym królem tego lata. Na pierogi z jagodami. Bez nich żaden sezon jagodowy nie może się zacząć ani nazwać w pełni prawdziwym.


Ciasto:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki pszennej razowej
  • 200 ml gorącej wody
  • 1 jajko
  • 1 łyżka oleju
  • szczypta soli
Nadzienie:
  • 400-500 g jagód
  • cukier (wedle uznania)
Na talerzu:
  • śmietanka
  • cynamon
  • ew. dodatkowy cukier

Do gorącej wody dodajemy 100 g maki pszennej i mieszamy aby nie powstały gródki. Następnie dodajemy pozostałą mąkę, jajko, olej i sól i wyrabiamy elastyczne ciasto.
Rozwałkowujemy na cienki placek i wykrawamy koła na pierożki.

Napełniamy jagodami wymieszanymi z cukrem ...

i gotujemy w osolonej wodzie. Z podanej porcji ciasta wyszły 32 pierogi.

Wyjmujemy bezpośrednio na talerz i polewamy śmietanką, posypujemy cynamonem (ew. posypujemy dodatkowym cukrem).

Można też pierożki przechować przelewając zimną wodą i 2-3 łyżkami oleju (nie powinny się sklejać). Następnego dnia można np. odsmażyć na masełku.

Polecam!

wtorek, 9 czerwca 2009

Ciasteczka z truskawkami dziecięcą ręką wykonane

- Dzisiaj ja robię deser dla całej naszej rodziny! Zobaczysz mamusiu jaki mam pomysł! Tylko czy kupiłaś biszkopty, bo bez nich się nie uda.
- Kupiłam córeczko biszkopty i śmietankę też.
- To super! Mogę wziąć truskawki z miseczki? Ach! i z szafki czekoladową posypkę?
I tak to się zaczęło. Moja dziewięcioletnia młoda gospodyni sama ułożyła w formie do tarty biszkopty i raźno zabrała się do ubijania śmietany, mycia i odszypułkowania truskawek i w ogóle wszystko zrobiła tak sprawnie i szybko!
A ja! Hm... Chodziłam za moją "małą" pociechą po kuchni i tylko przyglądałam się i nie mogłam się nadziwić kiedy stała się tak samodzielna. Nie żebym nie wiedziała, że jest pełna różnych pomysłów ale w kuchni?, tak samodzielnie i bez żadnej pomocy? i nawet żadnej najdrobniejszej podpowiedzi?, żeby wyczarować coś naprawdę smacznego i fajnego tak ... no jakby z niczego!
Chcę się podzielić tym pomysłem. Jest możliwy do wykonania przez naprawdę małe dzieci, daje możliwość wspólnej zabawy z rodzicami w kuchni. Do tego jest smaczny i ładnie wygląda. Przedstawiam biszkopciki z truskawkami mojej córki :).

Składniki:
  • 1 paczka biszkoptów (okrągłych)
  • 3/4 szklanki śmietanki kremówki
  • cukier waniliowy
  • cukier puder do smaku
  • truskawki (przekrojone na połówki, po jednej połówce na 1 ciasteczko)
  • posypka czekoladowa

Biszkopty układamy płaską częścią do góry (na tacy lub naczyniu, na którym będziemy serwować deser).
Śmietankę ubijamy na puszysty krem, dodajemy cukier waniliowy (i cukier puder jeżeli krem jest zbyt mało słodki).
Nakładamy bitą śmietanę na biszkopty. Na każdym układamy po 1 połówce truskawki i ponownie nakładamy odrobinę bitej śmietany. Całość posypujemy czekoladą i już możemy serwować nasz deser.

Zaproście swoje pociechy do wspólnego przygotowywania deseru. Pozwólcie im umazać przy tym bitą śmietaną kuchnię i ręce truskawkami (albo innymi owocami). Naprawdę warto! Życzę udanej zabawy :)

niedziela, 17 maja 2009

Ogórki małosolne

Żadna, ale to absolutnie żadna, wiosna nie może upłynąć bez ogórków małosolnych. Te pierwsze zazwyczaj kupuję w sklepie jak tylko się pojawiają. Przyznam jednak, że mam nieodparte wrażenie, że gdzieś w procesie przygotowywania powszechnie używa się octu. Najpierw żeby ogórki szybko nabrały kwaśnego smaku a potem, żeby się nie psuły.
Ja hołduję zasadzie, że najlepsze są ogórki własnego wyrobu. Można obserwować jak zielone i surowe przeistaczają się w małosolne. Często też tak się zdarza, że mój spory słoik wystarcza zaledwie na 2-3 dni podjadania.
Wiosną ogóreczki pasują prawie do wszystkiego, ale najbardziej do razowego chleba z masłem/smalcem i małą kiełbaską.

Nie wiem dlaczego ale zaraz też przypomina mi się wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiwgo:

"Dlaczego ogórek nie śpiewa"

Pytanie to, w tytule,
postawione tak śmiało,
choćby z największym bólem
rozwiązać by należało.

Jeśli ogórek nie śpiewa, i to o żadnej porze,
to widać z woli nieba
prawdopodobnie nie może.

Lecz jeśli pragnie? Gorąco!
Jak dotąd nikt. Jak skowronek.
Jeśli w słoju nocą
łzy przelewa zielone?

Mijają lata, zimy,
raz słoneczko, raz chmurka;
a my obojętnie przechodzimy
koło niejednego ogórka.

Niezależnie od przenośni jaką zawarł w wierszu autor, ja obok moich ogórków (tych dosłownych) przejść obojętnie nie mogę i w moim domu, w żadnym słoju, żaden z ogóreczków długo z tęsknoty nigdy nie płacze.

Na szczęście zrobienie pysznych ogórków małosolnych nie wymaga praktycznie żadnych tajemnych umiejętności.

Potrzeba:
  • 1 duży słój (mój ma ok. 2l) lub kamionkowy garnek
  • ok. 1,5 kg małych ogórków gruntowych
  • kawałek korzenia chrzanu i kilka liści chrzanowych
  • 4-5 dużych ząbków czosnku
  • wiązka kopru (najlepiej z kwiatostanem i łodygami) - im więcej tym lepiej
  • ok. 1,5 l przegotowanej wody
  • 2 łyżki soli
  • dla pasjonatów - kilka liści czarnej porzeczki lub nieduża gałązka cząbru

Wszystkie składniki myjemy. 1/2 ogórków odcinamy końce (od ogonka). Te ogórki szybciej będą się kisić i dzięki temu już na drugi dzień można się delektować smakiem małosolnych ogórków.
Na dnie słoja układamy połowę chrzanu i liści porzeczki oraz 1/3 kopru i czosnku. Układamy ciasno ogórki (te bez obciętych końców). Na wierzch kładziemy pozostały chrzan i porzeczkę (lub dajemy gałązkę cząbru) i 1/3 chrzanu i czosnku. Ponownie układamy ogórki (tym razem z odciętymi końcami). Na koniec układamy pozostały czosnek i koper.
Wodę gotujemy i rozpuszczamy sól. Można poczekać, aż woda ostygnie i zalać nią ogórki. Jednak, jeżeli nie możemy się doczekać i chcemy aby już następnego dnia można było pierwsze ogóreczki chrupać to czekamy tylko tyle aby woda przestała być wrząca ale wciąż była gorąca. Taką wodą zlewamy ogórki w słoju i pozostawiamy w zacisznym miejscu.

Mój słój tak wyglądał zaraz po nastawieniu (piątek, ok. 22-ej):

A tak dzisiaj (niedziela, ok. 15-tej):
Jutro wieczorem już raczej wcale wyglądał nie będzie i będzie trzeba nastawić nowe ogóreczki :)

Polecam!

środa, 13 maja 2009

Placki z jabłkami

"Mamo głodny jestem !!!"
Podobno to nastolatki maja nieograniczone i niepohamowane możliwości wchłaniania wprost każdej ilości przeróżnych potraw. Ale co zrobić z pięcioletnim mężczyzną, który jest ciągle głodny, a przy tym udaje mu się w tajemniczy i dawno zapomniany przez dorosłych sposób wszystko wybiegać. Co zrobić gdy katalog akceptowanych, tzn. tych "nietrujących" potraw jest tak mały, że prawie zawsze kolacja wygląda tak samo?
Wtedy przychodzi czas na placki z jabłkami. Oczywiście posypane cukrem pudrem i cynamonem. Przyznam, że sama siadam z dziećmi i podjadam ciepłe placuszki. Polecam! To jest chyba jedno z najprostszych dań jakie znam :)


Placki z jabłkami:
  • 2 jajka
  • 120 g jogurtu (najlepiej greckiego ale może być też inny każdy naturalny jogurt)
  • 150 g wody
  • 200 g mąki (gdyby jogurt okazał się rzadki można dodać więcej mąki lub mniej wody)
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 3 średnie jabłka (najlepiej kwaskowe i winne)
  • cynamon i cukier puder do posypania
  • olej do smażenia

Jajka, jogurt, wodę, sól i mąkę mieszamy razem aby utworzyły gładką jednolitą masę. Jabłka (obrane i bez gniazd nasiennych) ścieramy na "grubej łezce" do ciasta. Wszystko razem mieszamy i smażymy na patelni na złoty kolor placuszki.
Osoby, które lubią słodkie potrawy mogą do ciasta dodać 2 łyżeczki cukru.

Na talerzu posypujemy placki cukrem pudrem i cynamonem. Można też podać placki z dżemem lub konfiturami (np. truskawkowa czy żurawinową).

Smacznego!